Rozmowy wałeckie o JOW-ach

Może się nie kochają, na pewno różnią się poglądami, ale łączy ich jedno: chcą zachęcić jak największą liczbę mieszkańców powiatu do pójścia na referendum poświęcone m. in. Jednomandatowym Okręgom Wyborczym. 23 lipca w siedzibie Fundacji Społeczeństwo Obywatelskie odbyła się kolejna edycja Rozmów Wałeckich, w której wzięli udział reprezentanci różnych stron wałeckiej sceny politycznej, a także osoby, które na co dzień nie zajmują się polityką, ale jest im ona w jakiś sposób bliska.

Organizatorami debaty byli Roman Wiśniewski, Tomasz Chruścicki, Wojciech Kulesza i Marek Pawłowski. Tematem rozmów była propozycja zmiany ordynacji wyborczej i wprowadzenie JOW-ów, czyli Jednomandatowych Okręgów Wyborczych.
Na początku spotkania W. Kulesza przypomniał, jak dawniej ludzie wybierali swoich przedstawicieli do wszelakich gremiów. Jako zdeklarowany zwolennik JOW-ów przytoczył także kilka najważniejszych - jego zdaniem - zalet tego systemu.
- Mylne są twierdzenia, że JOW-y rozwalą wszystkie partie - podkreślił. - Partie będą, ale chodzi przede wszystkim o ich demokratyzację, obywatelskość.
Wszyscy uczestnicy spotkania byli zgodni co do jednego: na referendum trzeba pójść. Nie wszyscy jednak wierzą, że Polacy skorzystają z tej możliwości wyrażenia swojego zdania.
- Uważam, że referendum się nie uda, nie będzie 50% frekwencji - przyznał Jerzy Goszczyński. - Obawiam się, że to bardzo ważne ustrojowe narzędzie zostanie po raz kolejny skompromitowane, zwłaszcza, że zostało zaproponowane w bardzo złych warunkach, bo kampania wyborcza jest do tego najgorszym okresem z możliwych.
Podobnego zdania był Robert Nagrodzki.
- Jeśli referendum się nie uda, kwestia JOW-ów może być zamknięta na bardzo długo - podkreślił. - Zgadzam się, że to nie jest dobry czas na JOW-y; urzędujący prezydent chciał po prostu zbić jakiś kapitał polityczny.
- Ujawniłem się po to, żeby namawiać do pójścia na referendum - mówił M. Pawłowski. - Jestem za tym rozwiązaniem i nie znajduję argumentów przeciwko niemu. Do udziału w referendum powinni namawiać wszyscy zajmujący się polityką, jeśli w ogóle szanujemy demokrację.
W kilkuosobowym gronie dyskutantów nie zabrakło osób bardziej sceptycznie nastawionych do nowych rozwiązań. Maciej Żebrowski zastanawiał się na przykład, czy dobrze sformułowano pytanie referendalne i czy sytuacji nie poprawiłaby inna niż „JOW-owa” zmiana ordynacji. Jeszcze wyraźniej sformułował swoje stanowisko wobec JOW-ów Marek Matela.
- Nie jestem do końca ich zwolennikiem - stwierdził. - Obawiam się przede wszystkim tego, że scena polityczna się zabetonuje.
- Ja uważam, że nie ma systemów idealnych i widzę wady JOW-ów, natomiast bilans tych dwóch systemów wyborczych jest ewidentny na korzyść JOW-ów- - dołożył swoją cegiełkę R. Wiśniewski.
- Od początku jestem, byłem i będę za JOW-ami i będę namawiał wszystkich mieszkańców do pójścia na referendum i zagłosowania za - przyznał K. Piotrowski. - Chcę głosować na człowieka, który będzie mnie reprezentował w parlamencie, z którym będę mógł się spotkać i którego będę mógł rozliczyć.
***
Wszyscy uczestnicy czwartkowego spotkania w jednym byli zgodni: trzeba zachęcić jak największą liczbę osób do udziału w referendum.
- Jestem za tym, żeby wszyscy mieszkańcy Wałcza poszli na referendum i zagłosowali - podkreślał M. Matela. - Dla mnie o wiele ważniejsze w tym referendum jest pytanie o finansowanie partii politycznych. Uważam, że gdyby było to pytanie wiodące, zdecydowanie więcej społeczeństwa byłoby chętne, żeby pójść na referendum.
- Nie bójmy się okręgów jednomandatowych; nic nie tracimy próbując tego systemu - zauważył M. Pawłowski. - Tym bardziej, że już w połowie wyborów go mamy...
A. Buniewicz

Więcej w tygodniku „Pojezierze Wałeckie” z 29 lipca 2015 r.
Strona wydarzenia: https://www.facebook.com/events/1423489257978933/

Zdjęcia: